RAJSKI PTAK

RAJSKI PTAK

Rajski Ptak !!!!! przy Lubelskiej 30/32

KOLOROWE PODWÓRKO 29.08.2010
Marzena Turek-Gaś i Małgorzata Szyszka
Zapraszają dzieci wraz z rodzicami do wspólnej zabawy inspirowanej kulturą meksykańską!

Dnia 29 sierpnia 2010 r. (niedziela) pomiędzy godz. 14.00 a 17.00
wraz z Marzeną Turek Gaś zbudujemy Dziwnego, Rajskiego Ptaka,
a z Małgorzatą Szyszką całe zdarzenie zarejestrujemy i zrobimy film.

Rajski Ptak !!!!! przy Lubelskiej 30/32
(w pobliżu Dworca Wschodniego, Warszawa Praga)
W ramach Akcji Teatru Codziennego

Projekt finansowany przez Urząd Miasta st. Warszawy
Organizator: Stowarzyszenie Grupa Przedsięwzięć Teatralno-Medialnych

Piorunoptaki Indiańskie

Legendarne piorunoptaki pojawiają się na krótko przed burzą, niosą na swych skrzydłach błyskawice, a z oczu strzelają im pioruny. Żyją w legendach wszystkich indiańskich plemion od Pacyfiku do Atlantyku. Czy istnieją naprawdę? Jest jeszcze opowieść wodza Czerokezów, plemienia indiańskiego mieszkającego w Karolinie Południowej " Kilkoro dzieci wybrało się zwiedzać wzgórze porośnięte lasem i wszelki ślad po nich zaginął. Wkrótce rozszalała się burza i piorun uderzył w szczyt wzgórza wywołując pożar lasu. Po pożarze zbadaliśmy wzgórze i w warstwie popiołu znaleźliśmy nadpalone kości ptaków olbrzymów. Nie było żadnych wątpliwości że to one zabiły i zjadły dzieci". Powyższa opowieść pochodzi z końca XIX wieku.

Przenieśmy się w czasy współczesne. 27 lipca 1977 roku w miasteczku London Mills w stanie Illinois jakiś gigantyczny ptak usiłował porwać dziesięcioletniego chłopca. Słysząc jego krzyk matka wybiegła z domu i ujrzała dwa ogromne krążące nad ziemią ptaki. Jeden z nich trzymał w szponach chłopca za koszulę i usiłował wzbić się w powietrze. Matka chwyciła chłopca za nogi i wówczas ptak go puścił. Z ich opisu wynikało że ptaki były koloru ciemnoszarego a nawet czarnego z białą kryzą na szyi i jasną plamą na brzuchu. Rozpiętość ich skrzydeł sięgała według relacji świadków 6 metrów. Pięć dni po wypadku z chłopcem w tym samym stanie Illinois pewien mężczyzna łowiący ryby zauważył dwa ogromne ptaki siedzące na drzewie w pobliżu rzeki. Gdy zaczął je filmować wzbiły się w powietrze. Prawdopodobnie wypłoszył je terkot kamery. Twierdził że jeden z nich był większy od drugiego. Materiał filmowy był później zbadany przez jednego z zoologów. Zauważył on że oba ptaki mają długie ogony i podczas lotu często poruszają skrzydłami. Wskazywałoby to na to że są to mniejsze drapieżne ptaki takie jak jastrzębie bądź myszołowy a nie orły, sępy czy kondory, które mają krótkie ledwo widoczne ogony i tylko z rzadka poruszają skrzydłami. Nie potrafił jednak jednoznacznie określić gatunku do którego należały oglądane na taśmie filmowej ptaki. Trudno jest również oszacować rozmiary ptaka oglądanego na filmie gdyż brakuje punktów odniesienia. Film może dotyczyć ptaka oglądanego z dużej bądź bliskiej odległości.

Duże ptaki rzadko machają skrzydłami gdyż często korzystają z tak zwanych kominów termicznych. Kominy termiczne tworzą się wskutek wstępujących ruchów powietrza. Największe rozmiary osiągają nad urwistym morskim wybrzeżem gdzie różnice temperatur powietrza są największe. Duże gatunki ptaków wykorzystują je gdyż dzięki nim mogą się wznieść na taką wysokość, która pozwoli przelecieć im tysiące kilometrów nie poruszając skrzydłami jedynie stale obniżając lot. Kominy termiczne tworzą się także w pewnych miejscach na krótko przed burzą. Silnie nagrzane powietrze wznosi się wtedy do góry a ciśnienie szybko spada. Powstaje front atmosferyczny niosący gwałtowne burze i opady. Ogromne ptaki korzystają z kominów termicznych gdyż pozwalają im one na długotrwały lot nie wymagajacy większego wysiłku. W legendach indiańskich o piorunoptakach może kryć się część prawdy. Ponieważ kominy termiczne przemieszczają się wraz z frontem atmosferycznym i chmurami burzowymi piorunoptaki pojawiały się w okolicy przed nadchodzącą burzą lub po jej przejściu co znalazło swój wyraz w indiańskich legendach. Wróćmy do wydarzeń z 1977 roku. Ptaki które zaatakowały chłopca miały rozpiętość skrzydeł około 6 metrów. Biała kryza na szyi wskazywałaby że może tu chodzić o kondora ale z uwagi na swe rozmiary nie należącego do żadnego znanego gatunku. Współcześnie żyjące kondory mają rozpiętość skrzydeł niewiele przekraczającą 3 metry. Ustępują one pod tym względem albatrosom wędrownym, których rozpiętość skrzydeł dochodzi do 3,5 metra.

W niezbyt odległej przeszłości w Ameryce Północnej i Południowej żyły gatunki ptaków przy których nawet największy kondor amerykański byłby karzełkiem. Należały do wymarłej rodziny Teretornitidae spokrewnionej z dzisiejszymi sępami a zwłaszcza kondorami. Szczątki największego z nich Argentivus magnicivensis znaleziono w 1979 roku w Argentynie. Osiągał on wysokość 2 metrów w pozycji stojącej a rozpiętość jego skrzydeł dochodziła do 8 metrów.Szacunkowo musiał ważyć od 60 do 80 kilogramów. Zamieszkiwał rozległe równiny dzisiejszej Argentyny oraz podnóża Andów. Podobnie jak dzisiejsze kondory był drapieżnikiem polującym za dnia. W jaki sposób tak ciężki ptak mógł wznieść się w powietrze? Prawdopodobnie startował z wysokich skał lub wzgórz i korzystał z termicznych prądów wstępujących ponieważ rozmiary i budowa jego skrzydeł sugerują że był świetnym szybownikiem. Przypuszcza się, że podobnie jak dzisiejsze sępy i kondory objadał się padliną ponad miarę co sprawiało że często aby wznieść się w powietrze przy swoim ciężarze musiał zwrócić część pokarmu. Argentivus magnicivensis na pewno nie był źródłem indiańskich legend o piorunoptakach albowiem wymarł ponad 6 milionów lat temu.

W Ameryce Północnej żyły ogromne ptaki latające w czasach znacznie nam bliższych. Należały do tej samej rodziny Teretornitidae. Najpospolitszym był Teratornis meriami. Był on znacznie większy od dzisiejszego kondora z Andów. Rozpiętość jego skrzydeł wynosiła około 4 metrów a waga ciała 15 kg. Jeszcze większy był Teratornis incredibilis, którego rozpiętość skrzydeł przekraczała 5 metrów. Szczątki tych ogromnych ptaków spotykane są na dużym obszarze Stanów Zjednoczonych od Florydy do Kaliforni. Ostatnio natrafiono na nie w górach Sierra Madre w Meksyku. Najwięcej jednak znalezisk pochodzi z Rancha La Brea koło Los Angeles. W plejstocenie istniało tam jezioro smoły stanowiące śmiertelną pułapkę dla miejscowej fauny. Wpadały w nią ogromne zwierzęta roślinożerne takie jak mamuty,mastodonty, leniwce naziemne. Zapach padliny zwabiał drapieżniki które dzieliły ich los ginąc w błotnistej mazi. Dzisiaj paleontolodzy wydobyli z tego miejsca tysiące kości różnych gatunków zwierząt. Mówią nam one o tym jak wyglądała fauna w epoce lodowej. Olbrzymie teratornisy również przywabiał widok padliny. Te z nich które zginęły w tym miejscu pradopodobnie zgubiło łakomstwo. Zjadły tak dużą ilość padliny że później nie były w stanie unieść się w powietrze. Teratornisy swoją budową przypominały kondory lecz były znacznie większe. Polowały na mniejsze zwierzęta i żywiły się padliną wielkich ssaków takich jak mamuty, mastodonty, leniwce naziemne czy ogromne pancerniki gliptodony. Budowa czaszki może świadczyć o tym że znaczną część ich diety mogły stanowić ryby. Tu jednak natrafiały na konkurencje ze strony orłów i jastrzębi, które były sprawniejszymi drapieżnikami. Mogły one skuteczniej polować na ryby gdyż chwyt ich szponów był mocniejszy i schwytana przez nich ofiara nie mogła się wyślizgnąć. Zmiany klimatyczne i polowania pierwszych ludzi doprowadziły, zdaniem naukowców, do zagłady wielkich ssaków Ameryki Północnej. Ponieważ były one głównym źródłem pożywienia dla teratornisów te wkrótce podzieliły ich los. Wróćmy jednak do piorunoptaków. Wielu naocznych świadków widywało ogromne nieznane ptaki nie tylko w Stanach Zjednoczonych rownież w Meksyku. To właśnie tam jeden z tych ptaków wylądował na farmie Matameros i został zastrzelony przez właściciela. Niestety nie zachowały się jego szczątki. Ogromne ptaki szczególnie często widywano w Teksasie. Znane są także z innych środkowych stanów. Miejsca gdzie je widywano układają się jak gdyby w dwa odrębne szlaki prowadzące z południa na północ. Jeden z nich wiedzie z Teksasu do stanu Illinois przez środkowe stany USA, drugi wzdłuż wschodniego wybrzeża prowadzi przez Appallachy. Obie drogi położone są w pobliżu strefy frontów atmosferycznych i burz, jakie tworzą sie wskutek napływu z południa gorącego wilgotnego powietrza i ścierania się mas powietrza z zachodu i wschodu. W rejonach tych tworzą się silne i porywiste wiatry oraz kominy termiczne. Szlak wiodący z Teksasu do Illinois był kiedyś szlakiem migracji ogromnych stad bizonów zanim nie wytępił ich człowiek. Być może ogromne ptaki podążały za tymi stadami porywając z nich młode cielęta a także zjadając martwe bizony, które padły w drodze.

Czy tak było naprawdę? Nie wiadomo. Sądzę, że ogromne teratornisy czy pokrewne im gatunki raczej nie przetrwały do dzisiejszych czasów. W dobie dzisiejszej cywilizacji i techniki ogromny ptak nie mogłby się ukryć przed wzrokiem doświadczonych naukowców i badaczy nawet w najbardziej odludnych zakątkach USA czy Meksyku. Powyższe relacje naocznych świadków dotyczą prawdopodobnie wyrośniętych kondorów lub orłów powiększonych jeszcze oczyma wyobraźni. Ostrożniej natomiast należy podchodzić do indiańskich legend. Ogromne ptaki prawdopodobnie żyły jeszcze, gdy ludzie zaczęli zasiedlać kontynet północnoamerykański. Nigdy nie dowiemy się jak mogło wyglądać ich pierwsze spotkanie z człowiekiem. Prawdopodobnie wywarło na ludziach duże wrażenie. Opowieści bezpośrednich świadków tych zdarzeń przekazywane tradycją ustną z pokolenia na pokolenie przetrwały zniekształcone do dzisiaj w postaci legend i mitów.